środa, 12 lipca 2017

"Gdy pojawia się miłość wszystko inne przestaje się liczyć"


Tytuł: Zła Miłość

Autor: Danuta Noszczyńska

Liczba stron: 346

Rok wydania: 2016

Wydawnictwo: Burda książki

Moja ocena: 7/10
Piosenka oddająca klimat książki:





Wstęp:
Z zewnątrz rodzina Marzeny może uchodzić za wzór godny naśladowania. Przykładny ojciec, przykładna matka, przykładna córka, przykładna babcia... Jednak jak bardzo ta złudna otoczka może mylić! W dniu piątych urodzin swej córki, Joanna w brutalny sposób kładzie ostateczny kres jej dzieciństwu. Marzena w prezencie od swej rodzicielki otrzymuje pianino, a wszystkie jej zabawki lądują w koszu (jedynie jej ukochana pluszowa żyrafa cudem uchodzi z życiem). Jej najlepsze koleżanki otrzymują zakaz utrzymywania z nią jakiegokolwiek kontaktu. Mówiąc wprost: jej życie zamienia się w istne piekło. Każdy dzień wygląda dokładnie tak samo: rano idzie do szkoły, a po południu uczy się gry na pianinie pod czujnym okiem nauczycielki, pani Teresy. Jedynymi rozrywkami są: msza wieczorna, na którą codziennie uczęszcza z babcią oraz późniejsza wymiana plotek między starszymi paniami, podczas której staje się jej biernym uczestnikiem, ograniczając się jedynie do słuchania coraz to nowszych i bardziej niezrozumiałych dla niej historii o tamtejszych mieszkańcach. Chowana pod kloszem dziewczyna wyraźnie odstaje od swoich rówieśników, a jej brak wiedzy o życiu staje się powodem do drwin z ich strony. Wszelki przejaw buntu któregoś z domowników zostaje skutecznie stłumiony przez jej matkę. Pogarszającej się z dnia na dzień sytuacji nie wytrzymuje tata Marzeny i w dniu jej czternastych urodzin po prostu się wyprowadza. Skutki tego wydarzenia są katastrofalne. Niezażegnany konflikt sprzed kilkunastu lat między Joanną, a babcią Anielą przybiera na sile. Przemoc psychiczna oraz fizyczna z jaką Marzena spotkała się już w młodszych latach swego życia, staje się dla niej niemal codziennością. Jej pierwsza poważna miłość, Dominik, nie zostaje zaakceptowany przez matkę głównej bohaterki, która załatwia mu pracę na drugim końcu Polski, a sama upatruje odpowiednią partię dla swej córki w synu nowych sąsiadów, Natanielu. Jednak jego przyszłość również została już zaplanowana przez rodziców i zupełnie nie pokrywa się z karierą Marzeny, która dowiaduje się o wszystkim w momencie, w którym zdążyła się już poważnie zakochać w chłopaku. Życie Marzeny, którym z takim upodobaniem manipuluje Joanna to pasmo niekończących się nieszczęść, których z każdym kolejnym dniem przybywa i są coraz gorsze...


Moje odczucia:
Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć... Zdecydowanie zbyt długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki (dostałam ją w prezencie od mamy jakoś na początku marca)... Jak się niedawno okazało - zupełnie niepotrzebnie, ponieważ, kiedy się w końcu za nią zabrałam, pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia! "Zła miłość" to było dla mnie czytelnicze zderzenie ze ścianą, a właściwie kawałem solidnego muru. Na tyle mocne, że pisząc tę recenzję dalej jestem w ciężkim szoku... Historia Marzeny, która jest główną bohaterką tej książki, a także jej narratorem, dość mocno mną wstrząsnęła. Nie znam słowa, które w pełni oddałoby to jak złą kobietą, a jeszcze gorszą matką była Joanna. Z każdym kolejnym rozdziałem byłam coraz bardziej przerażona jej coraz śmielszymi poczynaniami, równocześnie nie mogąc zrozumieć, dlaczego inni, bez większego sprzeciwu, wręcz potulnie podporządkowują się jej rozkazom - widocznie, cierpliwość ludzka naprawdę nie ma granic (lub jak inni wolą - głupota). Jestem pewna, że gdyby nie babcia Aniela, ta historia nie miałaby (względnie) szczęśliwego zakończenia. To dzięki niej, Marzena z trudem, bo do łatwych zadań to nie należało, ale zwyciężyła w walce o własne, niezależne od nikogo życie. Główna bohaterka wywołuje we  mnie niekłamany podziw dla niej samej, ponieważ wiem, że będąc na jej miejscu, nie zniosłabym tych wszystkich nieszczęść, bólu i przemocy. Coś tak niewinnego jak urodziny, słowo, które u wszystkich kojarzone jest raczej z czymś miłym i przyjemnym, dla niej to rocznica fatalnych wydarzeń z życia. To, że poruszył mną jej los to jedno, jednak fakt, że opisana na kartach tej powieści historia znajduje odzwierciedlenie w prawdziwym życiu, wprost odbiera mi mowę. Nie mogę i nie chcę sobie wyobrażać jak wygląda życie w takich rodzinach. Bo opisanej w tej powieści pani Joanny, nigdy, przenigdy nie chciałabym, chociażby przelotnie spotkać na ulicy. Absolutnie zakochałam się natomiast, w przeuroczej postaci Adasia, siostrzeńca pani Teresy - z prawdziwą przyjemnością czytałam opisane w zabawny sposób sytuacje związane z nim i Marzeną w roli głównej. To były nieliczne momenty w tej książce, które wywołały na mojej twarzy uśmiech. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, że nie uroniłam ani jednej łzy, bo to w moim przypadku graniczy z cudem, zwłaszcza nad tego typu opowiadaniami - zapewne to przez to, że byłam w zbyt wielkim szoku...


Podsumowanie:
Absolutnie nie żałuję czasu poświęconego tej książce, bo jest zdecydowanie warta uwagi. Mam jednak wątpliwości co do tego czy byłabym w stanie jeszcze raz ją przeczytać - dość mocno daje do myślenia... Osobiście nie przepadam za narracją pierwszoosobową, ale w przypadku tej historii, wyjątkowo mi ona nie przeszkadzała - zapewne w dużej mierze jest to zasługa autorki i jej stylu pisania. Jedyny minus, jeśli musiałabym jakiś znaleźć jest taki, że żal mi Dominika i tego jak wątek z nim się potoczył - kto czytał ten wie... "Złą miłość" polecam wszystkim - na pewno każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Hej, hej! Wciąż jestem pod dość wyraźnym wpływem tej historii, przez co cierpię na bliżej nieokreślony niedobór słów oraz zanik umiejętności prawidłowej budowy zdań - mieszanka iście wybuchowa, dlatego będę już kończyć ten wpis (na recenzję mi to nie wygląda). Tak, tak pół roku mnie nie było, ale nadszedł czas upragnionych wakacji, a wraz z nim nadwyżka wolnego, więc mam nadzieję, że tym razem będę tu wpadać częściej i pozostawię po sobie jakiś ślad ;) Jestem ciekawa czy jest wśród was jakaś miła osóbka, która czytała tę książkę i w komentarzu pod tym postem wyrazi swoją opinię na jej temat - czekam :D Wszelkie inne komentarze równie mile widziane - zostawcie linki do siebie to nie omieszkam wpaść xD Życzę wszystkim miłego wieczoru i... do zobaczenia w niedalekiej przyszłości!^^
~ Alokin




poniedziałek, 3 października 2016

"Przedstawienie musi trwać"


Tytuł: Moje życie od teraz

Autor: Jessica Verdi
Liczba stron: 269
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: OLE
Moja ocena: 3/10
Piosenka oddająca klimat książki:
Queen - The Show Must Go On




Wstęp:
Szesnastoletnia Lucy toczy (nie)spokojne życie przeciętnej nastolatki. Ma dom, parę kochających ją rodziców, dwójkę wspaniałych przyjaciół i wymarzonego chłopaka. Ma wszystko, ale... dobra passa nie trwa wiecznie. Jej życie, zmienia się nie do poznania w ciągu tygodnia. Niczym w dominie, jedno nieszczęście pociąga za sobą kolejne i jeszcze następne. W kole teatralnym pojawia się kilka nowych osób, w tym... wróg publiczny nr. 1, z którym Lucy toczy odwieczne boje. Na domiar złego, to właśnie Elyse ma zagrać Julię u boku Romea - Ty'a, chłopaka Lucy. Rola najsłynniejszych kochanków, znacząco zbliża ich do siebie, o czym Lucy dowiaduje się... poprzez portal społecznościowy. To nie wszystko! W jej domu, niespodziewanie pojawia się Lisa Williams. Formalnie rzecz biorąc, jej biologiczna matka. Matka, która zaraz po porodzie uciekła. Matka, która wybrała karierę wędrownego fotografa zespołów rockowych, zamiast opieki nad własnym dzieckiem. Trudno się więc dziwić, że młoda dziewczyna nie zareagowała optymistycznie na trzeci, "wielki" powrót rodzicielki. Po fali nieszczęść minionego tygodnia, dziewczyna postanawia po prostu uciec. Szuka odskoczni od problemów, świata i swojego życia. Wraz ze swymi przyjaciółmi, Courtney i Maxem udaje się do klubu, w którym poznaje tajemniczego wokalistę zespołu rockowego. Charyzmatyczny i nieziemsko przystojny Lee Harrison okazuje się być dla niej nowym... początkiem końca.


Moje odczucia:
W przypadku moim i tej książki, powiedzenie: "Do trzech razy sztuka" jest jak najbardziej trafne. Kiedy dostałam ją dwa lata temu w prezencie, nie zdołałam dobrnąć nawet do połowy. Rok temu było już trochę lepiej, ale nie skończyłam jej. Dopiero teraz, za trzecim razem, z czystym sercem mogę powiedzieć, że ją przeczytałam. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy ta pozycja jest zła, czy dobra. To chyba pierwsza książka, do której odczuwam tak silnie mieszane uczucia. Ale po kolei!
Nie da się ukryć, że na moim egzemplarzu, pojawił się mały spojler, w postaci czerwonej, okrągłej naklejki, której do tej pory nie zdjęłam (właściwie sama nie wiem czemu). Dzięki niej, tematyka książki mnie nie zaskoczyła... no może trochę. Poruszane tematy na kartach tej książki są niewątpliwie trudne, ale dzięki prostemu, przystępnemu dla młodzieży stylowi pisarki, zrozumiałe i łatwo przyswajalne. Jednak niektóre zdania, dialogi i opisy były do tego stopnia infantylne, naiwne i jak dla mnie naciągane, że... zdarzało mi się przerywać czytanie w połowie zdania.
Złożoność bohaterów jest dość ciekawym zjawiskiem w tej książce. Jedni sympatyczni - tacy, których lubimy już od pierwszej wzmianki o nich. Drudzy, irytujący do granic możliwości - często usilnie próbujemy zwalczyć chęć przemówienia im do rozsądku w dość drastyczny sposób. Są też tacy, co do których sami nie jesteśmy pewni swych uczuć. Jak na dosyć liczne grono postaci, które tu występowały, jest tak naprawdę niewiele takich, które szczerze przypadłyby mi do gustu. Są to na pewno: Evan, Roxie, Courtney i Max. Sama główna bohaterka jest niesamowicie trudna do zdefiniowania. Z jednej strony miła, uczynna, niewinna młoda dziewczyna, wzór cnót i ideałów, która jak się później okazuje ma też swą ciemniejszą stronę. Do tego wszystkiego dochodzi cała gama irytujących zachowań u niej, których w książce nie brakowało. I o ile niektóre z nich jestem w stanie zrozumieć, z racji na okoliczności ich powstania, o tyle reszta... była po prostu nie do zniesienia! Przykładowo, jej postępowania wobec Ty'a. Chłopak zostawia ją dla innej i robi to w dosyć egoistyczny sposób, a ona po niedługim czasie, daje się tak dziecinnie podejść i wita go z otwartymi ramionami. To jak potraktowała Evana, a zwłaszcza swoich przyjaciół, również pozostawia wiele do życzenia. Najpierw sama ich odtrąca, a później ma do nich pretensje, że się od niej odsunęli i pozostawili samą sobie. Owszem, były momenty, kiedy miałam ochotę być przy niej i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale jeszcze więcej było chwil, w których chciałam nią mocno potrząsnąć. Przez te wszystkie czynniki całość wypadła dość chaotycznie.
Istotną rolę w książce odgrywa teatr. Był jednym z niewielu wątków, dzięki którym dotrwałam do końca. Muszę przyznać, że moje ulubione fragmenty z książki, to właśnie te, dotyczące kółka teatralnego, prób i występów. Było w nich coś, co nie pozwalało mi po prostu cisnąć książką w kąt i dać sobie z nią spokój. To chyba jedyna rzecz, która nas łączy z główną bohaterką - ją teatr trzymał przy życiu, mnie zaś przy czytaniu.
Drugim ważnym aspektem były spotkania grupowe. Nie wiem dlaczego, ale bardzo lubię, kiedy w książkach pojawia się chociażby wzmianka o nich. Obserwowanie przemiany postaci na początku i na końcu sesji sprawia mi przyjemność. Proszę mnie nie posądzać o żadne psychopatyczne zapędy! Po prostu widok jak ze zniechęconych do życia pesymistów, ludzie stają się tryskającymi energią i pozytywnym myśleniem, optymistami, mimowolnie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Zdaję sobie sprawę ze schematyczności występowania spotkań grup wsparcia w książkach, ale nie zmienia to faktu, iż czytanie opisów ich przebiegu, sprawia, że z jeszcze większym zainteresowaniem czytam daną pozycję.


Podsumowanie:
"Moje życie od teraz" to książka głównie dla młodzieży. Porusza istotne tematy jak HIV, AIDS czy narkomania, z którymi powinien zapoznać się każdy młody człowiek - ku przestrodze. Mimo swoich zalet, ma też sporo wad, więc nie czyta się jej raczej czysto dla przyjemności. Nie jest to pozycja, do której będę z chęcią wracać, ale jest kilka aspektów, które szczególnie utkwiły mi w pamięci i do których będę się mogła w przyszłości odwoływać. Moja końcowa ocena to 1/3.



P.S. Uff...
Pierwsza recenzja za mną :D Trochę się z nią namęczyłam z racji moich niejasnych odczuć co do książki, które trudno mi było zidentyfikować i jasno uzasadnić xD Jak to jest z wami? Macie taką książkę, która wywołała u was wiele sprzecznych emocji - gdzie zaleta to tak naprawdę wada i na odwrót? A może ktoś z was przeczytał: "Moje życie od teraz"? Jakie jest wasze zdanie na jej temat? Chętnie poznam waszą opinię na jej temat!^^
Pozdrawiam ciepło i życzę miłego popołudnia ;)
~ Alokin













poniedziałek, 19 września 2016

Letni Book Haul, czyli ostatni podmuch wakacji

Niezaprzeczalnie (dla większości) wakacje dobiegły końca. Pierwszego września uczniowie wygrzebali z czeluści szaf stroje apelowe i z grymasem na ustach zawitali pod miejscem dobrze znanym, ale nie koniecznie lubianym lub tym zupełnie obcym. Patrioci obchodzili kolejną, siedemdziesiątą siódmą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, a dorośli z trudem budzili się z charakterystycznego dla urlopowiczów letargu. Tak, niewątpliwie ten rozdział mamy już za sobą. Na kolejne przygody, nadmorską/nadgórską opaleniznę (osobiście nie polecam, zwłaszcza tej w kolorze świńskiego różu), nowe miejsca i znajomości musimy czekać cały okrągły rok - niezbyt pokrzepiająca wizja, prawda?
Ale, ale! Głowa i uszy do góry, bo z pomocą przyjdą wam niezapomniane wspomnienia oraz cała masa pamiątek... No i ja, Alokin W! A wraz ze mną moja góra książkowa, czyli coś w sam raz dla miłośników wędrówek górskich i moli książkowych. W końcu: kto pocieszy lepiej w taki dzień jak ten, jeśli nie dobra lektura?

Uwierzcie mi na słowo, że to nie miało tak wyglądać... Serio! Ale, wiecie jak to jest: wakacje=książkowe promocje=nasilenie nałogu u każdego książkoholika. Eh, to może ja już lepiej pokażę wam ten mój stosik?

Jakaś dziwna łuna bije od tego książkowego
szczytu
1. Od czego by tu zacząć? To może... od początku. Wszystko zaczęło się niewinnie. W czerwcu, w ostatnim tygodniu szkoły, razem z moją przyjaciółką (z którą, tak na marginesie dzielę mój książkowy nałóg - razem, wcale nie jest łatwiej) zamówiłam "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, o którym wtedy było bardzo głośno, co po przeczytaniu tej pozycji, wcale mnie już nie dziwi. Zdjęcia mojego egzemplarza niestety wam nie pokażę, bo aktualnie stacjonuje u koleżanki. Kiedy jednak do mnie wróci, na pewno przedstawię wam go tutaj.

2. Druga na liście jest "Duma i uprzedzenie" Jane Austen, którą upolowałam w pięknym wydaniu i całkiem przystępnej cenie w Biedronce:



3-6. W lipcu wraz z wcześniej wspomnianą Olą, odebrałyśmy na poczcie paczkę, w której znalazły się cztery moje książki: "Ktoś mnie pokocha", czyli dwanaście wakacyjnych opowiadań, dwunastu autorów, zebranych przez Stephanie Perkins, "Beatlesi. Powieść" Larsa Saabye Christensena, "Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes oraz "Love, Rosie" Cecelii Ahern. Dwie ostatnie książki mieszkają tymczasowo u mojej drugiej przyjaciółki, więc na razie pokażę wam tylko te:



7-8. Od koleżanki mojej mamy dostałam kartę podarunkową do Empiku, przedwcześnie z racji zbliżających się urodzin. Mój wybór padł na: "Szklany Tron" Sarah J. Maas i "Rok 1984" Georga Orwella:



9-12. O tym, że dzielenie z kimś nałogu wcale nie jest dobre, świadczy fakt, iż Ola na początku sierpnia wyciągnęła mnie na szalone zakupy do Krakowa, gdzie są dwie naprawdę tanie księgarnie, w których upolowałam: "Triumf Owiec" Leonie Swan ( 9,50 zł), "I tak człowiek trafił na psa" Konrada Lorenza (12,00 zł), "Niepokój" Maggie Stiefvater (14,90 zł) i "Coś mojego" Marci Lyn Curtis (12,90 zł):





13-15. Kolejne zakupy w Biedronce, tym razem trzy powieści o Cmentarzu Zapomnianych Książek, czyli kolejno: "Cień Wiatru", "Gra Anioła" i "Więzień Nieba" Carlosa Ruiza Zafona w uroczym, kieszonkowym wydaniu:


16-17. Moje urodziny i dwie, nowe książki: "Bazgrolnik o psach" Barbary Szymanek, czyli potencjalna książka dla dzieci, w której ja, odnalazłam się doskonale i "Zielona mila" Stephena Kinga:



18-21. Ponownie odwiedziłam Empik, w celu odebrania paczki, w której wnętrzu znajdowały się następujące książki: "Twoim śladem" A. Meredith Walters, "Wyśnione miejsca" Brenny Yovanoff oraz "Doktor Jekyll i Pan Hyde" Roberta Louisa Stevensona. Przy okazji przygarnęłam nieplanowane "Małe życie" Hanya Yanagihary (jak widać mam "malutki" problem z odmianą imienia tej pani), czego... no cóż, nie żałuję:





22-24. Na miły koniec wakacji, a dobry początek roku szkolnego, przy okazji uzupełniania braków w postaci niektórych podręczników szkolnych, kupiłam ostatnie trzy książki... w tym haulu rzecz jasna! Są to: "Serce Europy" Normana Daviesa, "Syzyfowe Prace" Stefana Żeromskiego (zaciekawił i zachęcił mnie do tego fragment, który czytaliśmy na lekcji polskiego w tamtym roku - nie wiedzieć czemu, wszystkich to dziwi...) i "Córki Księżyca. Tom II" Lynne Ewing (za które zapłaciłam "aż" 3,11 zł):



Widać tu moją latarkę z telefonu,
na którą proszę nie zwracać uwagi!
Uf, udało nam się dobrnąć do końca... Siedząc przy biurku, jestem osaczona książkami właściwie z każdej strony. Chyba będę musiała się tym zająć, więc pora się z wami pożegnać. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam na śmierć, bo nie to chciałam osiągnąć, publikując tego posta xD
Zgadza się, jest to pierwszy post na tym blogu i mam nadzieję, że nie ostatni ;) Wszelkie komentarze, wskazówki, uwagi, komentarze, przeczytam z  przyjemnością!^^ Chętnie zaglądnę do was na bloga i poczytam wasze wpisy, więc wszelkie linki mile widziane :) To co? Do zobaczenie w niedalekiej przyszłości?
Życzę wam miłego wieczoru przy dobrej herbatce i jeszcze lepszej książce - ja lecę stoczyć walkę na śmierć i życie z geografią!
Pozdrawiam cieplutko,
~ Alokin